Wakacje, których nie było…
Dlaczego w lipcu i sierpniu jesteśmy bardziej nerwowi? Odpowiedź jest prosta.
Bo wyjeżdżamy na wakacje. O tym, że urlop może z nas wyssać całą energię nie trzeba chyba nikogo przekonywać.
Najlepszym dowodem są rozmowy, które słychać na plaży i nadmorskich deptakach.
Przysłuchuję się rodzinnym dialogom i obserwuję zachowanie matek, ojców i ich dzieci.
Smutny to obraz… W gestach, słowach czy rozmowach wyczuwa się ogromne napięcie.
I ten przeklęty pośpiech. Szybko trzeba na plażę, bo słońce zajdzie. Szybko na obiad, bo wykupią zupę z promocji. Szybko z dziećmi na lody, bo będzie kolejka. Szybko do łóżka, bo rano trzeba wstać… Wszyscy na wszystkich krzyczą i poganiają się nieustannie.
Tydzień takiego urlopu to męka. Tak naprawdę to wakacje, których nie było…
A przecież morze to miejsce, gdzie nawet największemu twardzielowi wolniej w żyłach pulsuje krew…
To zapachy. Rozgrzanego piasku, wyrzuconych na brzeg wodorostów czy choćby kremu do opalania. To także smaki. Niekoniecznie najdroższych rybnych dań. Może jedynie szprotki z puszki, ale zjedzonej w towarzystwie uśmiechniętego męża i zadowolonych dzieciaków.
To odgłosy. Fal, krzyku mew i płynących statków.
Dlatego nie ulegajcie nad morzem magii tłumu. Złapcie najbliższych za ręce i odejdźcie w bok…
UDANYCH WAKACJI !!!

